Im więcej posiadamy radości, tym doskonalsi jesteśmy.
- Baruch Spinoza
Miałem już wybierać się do ciepłego łóżeczka i zapaść w miękki sen, który doszczętnie wyssie ze mnie świadomość o konieczności wstania o 6:20, czym niewątpliwie wprawi mnie przyjemną, ciemną błogość. Pomyślałem sobie jednak, że chciałem częściej umieszczać wpisy na blogu. I że jeśli w końcu nie zacznę tego robić, to nigdy mi się to nie uda. W końcu pomysłów, natchnień, idei, zarysów w mojej głowie kłębi się zawsze mnóstwo. Wedle więc genialnej zasady ‘Do or do not. There’s no try.’ postanowiłem wykorzystać najpłodniejszy okres doby, jakim jest noc i przesączyć na ekran przez filtr klawiatury pewną cząstkę moich myśli.
Wpis będzie o radości. Porządne rozpoczęcie prowadzenia bloga, jak na człowieka radosnego i optymistę, za którego się uważam. :)
Nie będę tu rozważał obiektywnej definicji radości (pomijając już, że coś takiego jak “obiektywizm” to bajka), tylko bezczelnie i egoistycznie skupię się na moich prywatnych odczuciach. Co powoduje, że jestem radosny, wesoły, szczęśliwy? A na początek – czy można w ogóle radość, wesołość, szczęście wrzucać do jednego worka? Moim zdaniem można. Wszystkie te słowa opisują pewien bardzo przyjemny stan, w którym znajduje się człowiek i do którego każdy z nas świadomie, podświadomie, lub zupełnie nieświadomie dąży. Każde z nich ma może i lekko inne zabarwienie, ale ja nie mam oporów przed używaniem ich zamiennie. Mimo że – nie ukrywam – radość jest dla mnie określeniem najfajniejszym. Oddaje sens i duszę tego stanu. Samo w sobie jest takie mocno radosne. :)
Wracając – jak zwykle bowiem odbiegłem od tematu – kiedy i dlaczego jestem radosny? Przede wszystkim i to bardzo ważne – gdy widzę innego radosnego człowieka. Kiedy widzę uśmiech. Uśmiech szczery, pozytywny. Nie złośliwy, nie sarkastyczny, nie wynikający ze spełnienia zemsty lub innego niecnego postępku. Taki uśmiech, który płynie z trzech miejsc naraz – rozumu, serca i duszy. :) Gdyby wszyscy potrafili się uśmiechać, świat byłby bardziej radosny. Nie chodzi o uśmiechanie się przez cały czas. Ale o umiejętność uśmiechania się i uśmiechnięcia się do kogoś. Bez powodu. Bo jest fajnie. Bo świat jest piękny. Bo czemu nie? Obdarzanie nieznajomych uśmiechem jest cudowne, a otrzymanie szczerej, niemej, ale jakże przyjemnej odpowiedzi rekompensuje wszystkie inne braki reakcji, bądź reakcje negatywne. Szczere uśmiechnięcie się do kogoś, kogo widzimy po raz pierwszy, kogo mijamy na ulicy i otrzymanie w zamian takiego samego szczerego uśmiechu jest piękne. Napełnia człowieka taką błogą radością i zachwytem nad światem, że wszystko od razu staje się weselsze i kolorowe. Nie zapominajmy o tym. Nie zapominajmy, że radość jest jedną z niewielu rzeczy, którą pomnaża się przez podział. I przypominam to także sobie, bo zdarza mi się za bardzo śpieszyć. Śpieszyć tak, że nie tylko zapominam o obdarzaniu, ale nawet o zwracaniu uśmiechów. Co jakiś czas karcę się za to. Przynosi efekty. ;)
Co jednak jeszcze – prócz uśmiechu na czyjejś twarzy – sprawia radość? Mi – mnóstwo rzeczy. Mnóstwo małych rzeczy. Dodatkowo takich, które się kumulują. Dobra, wprawiająca w przyjemny nastrój muzyka. Głęboki, wygodny fotel. Duży kubek ciemnej, mocnej herbaty. Książka. Wszystko to przynosi mi radość same w sobie. Ale w połączeniu z pozostałymi, prowadzi wręcz do błogiego, miękkiego, słodkiego zapomnienia. Bezcenne, dlatego staram się to praktykować, kiedy tylko mogę.
Inny przykład, abym nie wyszedł na zamkniętego introwertyka. ;) Obcowanie z człowiekiem. Z bliską osobą. Takie coś praktycznie nie potrzebuje już żadnych dodatków. Oczywiście – herbata, fotel, lub ich odpowiedniki jeszcze bardziej uprzyjemniają atmosferę radości. Ale sprawiająca przyjemność rozmowa z przyjacielem, lub przyjaciółką, powodująca zapomnienie, odcięcie się chociaż na jakiś czas od zewnętrznego świata, takie wręcz – jakkolwiek patetycznie by to nie zabrzmiało – połączenie w pewien sposób myśli, skierowanie ich razem na wspólny tor i radosne napawanie się ich jazdą w tym samym kierunku, odbyć może się nawet w zatłoczonym tramwaju w drodze do szkoły. Przyjaciel jest tu tylko przykładem. Niech to będzie osoba bliższa naszemu sercu, ktoś ukochany. Lub – co jeszcze piękniejsze – ktoś nieznajomy. Tu mała dygresja – marzy mi się kiedyś coś takiego, jak spontaniczna, długa, radosna i kształcąca rozmowa z kimś zupełnie nieznajomym. Ot, na przykład – spotkanie w pociągu, kilkugodzinne miłe gadanie na jakiekolwiek tematy, podczas którego reszta świata traci w pewien sposób na znaczeniu, pożegnanie i wysiadka. Żadnego wymieniania numerów, obietnic ponownego spotkania. Pełen spontan. :D Ponownie wracając – obcowanie z drugim człowiekiem czy to poprzez rozmowę, czy też samo przebywanie ze sobą, jest powodem do radości.
Tytułem swego rodzaju podsumowania; każdy ma swoje własne, osobiste czynniki wprawiające go w dobry, radosny nastrój. Dla mnie są to między innymi (między naprawdę wieloma innymi) muzyka, herbata, fotel, książka. Uważam jednak, że najważniejszym takim czynnikiem, powinien być drugi człowiek. Drugi człowiek i uśmiech. Jego, nasz, wspólny.
Kolorowych snów. :)
Świetny kawałek. Popieram w całej rozciągłości Twojąpotrzebę szerzenia radości.
Mam nadzieję że będziesz pisać trochę więcej. Ale wiem, natchnienie te sprawy :P Byle tak dalej.
Przez: Artur w styczeń 11, 2008
o 9:24 pm
czytałem Twój 1 wpis jakiś czas temu, a ten zostawiłem sobie na później z braku [wtedy] czasu. a że teraz poczułem się jakiś pusty, beznadziejny i pełen słabości oraz myśli, że jutro stanie się najgorsze…
i przypomniałem sobie tytuł tego wpisu. myślę sobie, jest tak źle teraz, że chyba gorzej nie będzie… więc przeczytam.
i właśnie po przeczytaniu, dzięki ; ) na prawdę dzięki bo od razu się uśmiechnąłem i lepiej poczułem ; )
wiem, że to może płytkie i dla małych dziewczynek, żeby się lepiej poczuły, czy żeby mydlić komuś oczy. pewnie teraz też tak jest. ale wali mnie to. sorry, że się tak wyrażam :P
dobra, kończę już, i tak pewnie nikt z tego nic nie zrozumie ^^
nvm…
Przez: Max w styczeń 13, 2008
o 10:02 pm
To zdecydowanie nie jest dla małych dziewczynek i zdecydowanie nie ma na celu mydlenia nikomu oczu, Max. :D
Jeśli po przeczytaniu tekstu poczułeś się lepiej i radośniej, to jest to tym milsze dla mnie, jako autora. :)
Oby tak dalej! Uśmiechaj się. Uśmiechajmy się. :D
Przez: Glizda w styczeń 13, 2008
o 10:24 pm
właśnie, uśmiechajmy się :D
dziś cały dzień tak przeszedłem. zresztą jak każdy, ale ten szczególnie, bo odstawiłem leki i wreszcie czuję się żywy i wolny, a co z tym idzie jest mi lepiej :D
ale jak to wieczór, jest gorzej… no nic, wszystko wymaga przemyśleń. przejdę się i porozmyślam. branoc wszystkim ; )
Przez: Max w styczeń 14, 2008
o 11:03 pm
Sound of silence… Napisz pan coś, nawet ja swój worpress ostatnio odkurzyłem (po czym trafiłem na izbę przyjęć z powodu ciężkiego przyduszenia kurzem), więc wykaż trochę chęci klepania i zamieść coś tu :P
Pozdro :P
Przez: Spajk w marzec 5, 2008
o 8:33 pm